← DZIEŃ 3          DZIEŃ 5 →

Loosoowaanie… i… dmuchamy … 

Wyruszamy z Kamieńca przez twierdzę. Artur naoglądał się wcześniej filmików i wiedząc już, że można pojeździł sobie motocyklem po tunelach twierdzy, po murach, zdziwił się nawet w pewnym momencie, gdy wjechał na pewniaka, a nagle skarpa… cały Artur… wjedzie po prostu wszędzie…

 

A ja w tym czasie wyciągnęłam zakupiony przed wyjazdem fantastyczny patyk do tzw. selfie i ja jednak nie ogarniam 😉

Jak tym wszystkim ludziom wychodzą takie sexi zdjęcia ?

Czy jest na to jakiś poradnik ?

Następnie Zamek Chocim – tu już nie można było pojeździć, także kilka fotek ↓

Stary Kościół Chocim – Zamek Chocim

Dzień wcześniej udało nam się znaleźć punkt widokowy na tę twierdzę z drugiej strony rzeki ↓

Jako, że Ukraińcy to kreatywny i przedsiębiorczy naród, na straganach roiło się od ciekawych pamiątek ↓

 

A po powrocie przy motocyklach pies pilnujący ( skup się) 😉

Wrzucamy kierunek Odessa → wbijamy trasa krótka, ale w dużej części chce się pokrywać  z czerwoną drogą, także sami szukamy wszelakich bocznych, między główną drogą, a granicą Mołdawii /  Nadniestrza.  Co ciekawe te drogi są puste. Można jechać przez 50 km nie mijając żadnego auta, jeżeli się już pojawiają to jakieś lokalne.

I  połowa tych dróg jest naprawdę w dobrym stanie / druga połowa, jak na Ukrainie → czasami dziwna kostka brukowa, czasami szuter.

W co niektórych miejscach ze względu na dziury, każdy jedzie slalomem → zarówno Ty, jak i Ci za Tobą i z naprzeciwka → wygląda to czasami przekomicznie, ale miejscami trzeba się pilnować.

No właśnie… pilnować się… 😉

Przed tamą Panowie Milicjanci pomachali lizaczkiem, aby zjechać. Powód ?
Zatrzymanie się przed znakiem STOP 2 razy, zamiast 1 razu.

Fakt widząc obok znaku  również zakaz   – 20 metrów przez znakiem STOP zatrzymałam się dosłownie na 2 sekundy, aby wiadomo włączyć kamerę.
Przed znakiem  również się zatrzymałam, żeby nie było.

To był o jeden raz za dużo.

Milicjant wylosował z szuflady ustnik ( żaden niezabezpieczony), alkomat coś zapiszczał, Milicjant bez słowa schował go do szuflady…

Milicjant: To co piszemy protokół ?
Artur: Ja nie potrzebuję protokołu.
M: A Diengi masz ?
A: Mam 12 hrywien / tu Panowie Milicjanci niepewnie zerkali na siebie wzajemnie ( tak było ich 5-ciu)
M: Ile kosztuje motocykl ?
A: To nie mój – to banku 

Tu zdezorientowany Pan Milicjant , ponownie naciska na protokół…

A: ale za co ? Nie było zakazu zatrzymywania się. Mogłem zatrzymać się 2 razy.
M: Żona ma nowy motocykl ?
A: Nie – stary – tylko naklejki nowe
M: A paliwo jak płacisz ?

A: Kartą z banku / ЭТА  kredyt

Tak w wielkim skrócie, bo Artur spędził tam 0,5 h. Ostatecznie panowie pożegnali Artura bez protokołu i Diengów.

No nic… muszę się uczyć od Artura jako doświadczonego w klimatach wschodnich. Dawniej jako kierowca TIRÓW, który nie raz i nie 2 razy przemierzał Ukrainę, Rosję i Białoruś, w czasach jeszcze przed Unią Europejską zaliczał takich STOJANEK wiele. Jak to podsumował: ” teraz to jest nic… „, dawniej trzeba było jednak mocniej i zdecydowanie częściej się nagimnastykować.

Grunt to nigdzie się nie spieszyć, spokojnie… ewentualny stres to ten przy alkomacie –  i to nie jest kwestia tego czy spożywałeś alkohol…

← I po co takie wielkie halo ?

Myślałam, że będzie warto mieć sfilmowany ten przejazd…
… hmmm… no dupy nie urywa…

 

Zrobiliśmy tego dnia ok. 400 km. Do Odessy zostało nam ok. 180 km.

Wieczór zastał nas w… no właśnie… w zasadzie to nawet nie wiemy gdzie.

Gdzieś pomiędzy drzewami, a polem kukurydzy, koło granicy z Nadniestrzem. Zasięgu nie ma…
a psy wszędzie szczekają tak samo ( no chyba tylko  te  w Anglii inaczej 😉 )

Jest ognisko, kartofle z ogniska dochodzą, jest kiełbaska i pomidory z cebulką. Czego chcieć więcej ?

Są też nocne Polaków rozmowy:

* Fantastyczne na Ukrainie jest to, że praktycznie za każdym razem gdy się zatrzymujesz zawsze są chętni, aby podejść i porozmawiać i oczywiście nie mam tu na myśli Panów Milicjantów, ale owszem oni też byli chętni 😉

* Wszyscy życzliwi i przyjaźni, początek zawsze z dozą nieśmiałości, ale nawet zatrzymanie się w sklepie przydrożnym, gdzie zamówiliśmy sobie kawę, spowodowała, iż do naszego stolika przysiadł się najpierw właściciel, potem kuzyn właściciela, kolega kuzyna, brat kolegi i nim się obejrzeliśmy stół był pełny.
Rozmowy od zupełnie  luźnych po polityczne. Uwielbiam spotykać ludzi i rozmawiać o wszystkim, tak naprawdę dopiero wtedy czuję, że poznaję kraj który odwiedzam.

* Jedzenie na Ukrainie jest niemożliwie tanie – zamówiliśmy przepyszny obiad za 126 hrywien ≈ 22 zł.  (UWAGA: 2 x pełny obiad + 2 lane kwasy).
Ale jakby nie to jest najważniejsze. Fantastyczne były Panie Kucharki, które wyszły z kuchni wraz z obsługą i machały nam na pożegnanie.

* Dość częste pytanie jakie się pojawia to „Ile kosztuje taki motocykl ?” Nie zdziwcie się jak na Ukrainie usłyszycie tego typu pytanie – ono nie jest podchwytliwe ( nie mam na myśli Panów Milicjantów) – jest tutaj na porządku dziennym.
Początkowo  nie bardzo wiedzieliśmy jak reagować, ale  zauważyliśmy, że wynika ono z czystej ciekawości, a ta szczerość i bezpośredniość Ukraińców pozwala zadać tak proste pytanie. Pyta Pan Edek spod sklepu, młodzi chłopcy, ludzie z miasta i ze wsi,  elegancka Pani na chodniku. I to ona wytłumaczyła nam, że pyta, bo na Ukrainie to nie zwyczajne takie motocykle i taka podróż.
Być może jest to efekt tego, że jeździmy bokami, a być może tak tu już po prostu jest.

* Myśleliśmy, że paliwo jest tańsze, ale w zasadzie poniżej 21 hrywien/l rzadko schodzi. Najczęściej to 21,5 hrywny czyli ≈ 3,5-3,8 zł./l.
U nas 4,20 zł. – różnica jest, ale nie taka duża.

* Uwielbiam Ukrainę za tę prawdziwość – jakoś taka jest mi bliska.

← DZIEŃ 3          DZIEŃ 5 →