DZIEŃ 15

← DZIEŃ 14          DZIEŃ 16 / PODSUMOWANIE →

Dziś nauka poważna: Nie trzymaj się zbyt blisko przyjaciela jadącego przodem… dobrze, że przyjaciel nie stanął bliżej przepaści… SORRY 🙁

DZIEŃ 15a_(800_x_600)

Noc była wilgotna i chłodna -> pierwsza chłodna już od dobrych kilkunastu dniu.
Z żalem opuszczamy to miejsce. Jest przecudnie, góry, turkusowa lodowata rzeka PIVA, krzątające się od rana ekipy startujące w swoje wodne ekstremalne przygody. Ciężko ruszyć tyłki, ale i tak przegięliśmy już z czasem wakacyjnym.

DSC_5423-001_(800_x_600)DSC_5429-001_(1024_x_768)DSC_5437 - DSC_5439_(800_x_600)-001DSC_5442-001_(800_x_600) DSC_5432-001_(800_x_600)DSC_5459-001_(800_x_600)DSC_5457-001_(800_x_600) DSC_5463-001_(800_x_600)DSC_5426-002_(800_x_600)

Ruszamy z pomiędzy granic ( na dobry początek dnia wywrotka – wjechałam w luźne kamienie – walczyłam, walczyłam, aż w końcu się poddałam – ale tradycyjnie pozbierałam się szybciej niż Artur zdążył się zorientować, co najlepsze pomógł mi dobry człowiek UWAGA: z Sosnowca 😉  )

Przy wyjeździe już u góry , tam gdzie  wczoraj zadowoleni zjechaliśmy z drogi w kierunku campingu SZLABAN i SŁUŻBY CELNE, których wczoraj jeszcze nie było, z zapytaniem pod którą granicę chcemy jechać -> pokazujemy prawo, czyli z BiH -> przepuszczają nas, natomiast jest jakiś problem z granicą Czarnogórską – raftingowe JEEPY stoją i czekają.

Na granicy ogromny korek oraz wąski most przez rzekę, na którym mieszczą się pojazdy tylko w jedną stronę. Tłok, ścisk i nieustanny brak miejsca na pojazd z nad przeciwka. Dodatkowo po bokach drogi busy z pontonami na dachach, nikt się dosłownie nie mieści.

Udaje się przekroczyć granicę i ku naszemu zdziwieniu tablica: WELCOME w Republica Serbii ??? Hmm… co jest ?

Jedziemy dalej, droga fajnia – od czasu do czasu pojawiają się nawet kawałki asfaltu. Oprócz nas na drodze pajace na Serbskich numerach, którzy na granicy bezczelnie wcisnęli się przed nami. Tacy… młodzi, stuningowani, którzy teraz podwoziem szorowali drogę, a droga wąska i za punkt honoru wzięli sobie, że nas nie przepuszczą… wiec jakiś czas ciągnęliśmy się za nimi.
Co prawda po luźnych kamieniach, ale pojawił się szerszy moment i bokiem ich omijamy – oj… nie spodobało się to kolegom – trąbią, krzyczą… laski z tylniej kanapy coś dokazują, muzyka na full…  OK. Mamy już ich  za sobą…

Jedziemy trochę za szybko jak na te warunki, trzymam się blisko Artura…  jak się za chwilę okazało – za blisko… bowiem nagle, zaraz za zakrętem zawalona, zasypana kamieniami droga / chyba w ramach jej poszerzania/ stoi kopara i młot pneumatyczny.
Artur hamuje -> ja nie zdążyłam i wpakowałam z impetem w jego tył. Kilka razy podczas naszej podróży było blisko, ale tym razem nie zdążyłam ani wyhamować, ani gdziekolwiek uciec.
SZKODY: UFF… jest dobrze, jak na to co mogło się wydarzyć – uszkodzone mocowanie kufra Artura, mocowanie na butelkę, bo z butelki oczywiście nie będę pisać co zostało oraz mój BÓL nadgarstka lewej ręki: AŁA !!!

MORAŁ ( niby znany już wcześniej, ale….) : NIE TRZYMAJ SIĘ ZBYT BLISKO !!!

ARTUR: ” Jak dobrze, że nie stanąłem bliżej przepaści”… no cóż… daleko nie było 🙁

Dodatkowo 10 min. później pojawia się za nami stuningowana ekipa w złotych łańcuchach, łokcie w oknach… ale teraz już jakoś mniej odważni 😉

Droga odblokowana, pozbierani ruszamy dalej, kierujemy się na SARAJEVO, w zasadzie już w przelocie do domu.

DSC_5486-001_(800_x_600)DSC_5489-001_(800_x_600)

Jadąc przez góry w Bośni i Harcegowinie zaczynają już nas straszyć chmury, grzmoty, pioruny-> zaczyna kropić i nagle padać…. ba mało powiedziane…. co jakiś czas się przejaśnia, ale to chyba w zasadzie ze względu na to, iż co jakiś czas znajdujemy się po innej stronie gór. Góry po deszczu są piękne, ale te potoki płynące po drogach zdradliwe -> niesamowicie ślisko.

DSC_5497-001_(800_x_600)

W ulewie przekraczamy granicę z Chorwacją. Szukamy jakiegoś motelu przy drodze, przydałaby się odrobina suchego łóżka. UDAJE SIĘ !!! Motelik – zero żywego ducha… kobieta woła 40 EUR. Niestety tyle kasy nie mamy. W końcu wracamy z wakacji 😉 Co prawda zrezygnowana i mokra, ale dziękuję jej i mówię,  że mamy tylko 200 KUN (ok. 100 zł.) i wychodzę.
Kobieta woła mnie, macha ręką i mówi OK 🙂
UFF – ulżyło mi, bo teraz to już nie ulewa, a oberwanie chmury i za chwilę zrobi się ciemno.
Ciekawe czy to z litości ? … eeee…. chyba jednak nie 😉

Także siedzimy, wyciskamy z ubrań wodę, wyciągamy resztki zapasów z kufrów i gotujemy. Oby jutro się wypogodziło.
Do domu został nam 750 km.  Spróbujemy jutro ogarnąć temat – wstajemy rano i ruszamy – taki jest PLAN 🙂

 

Tak a’propos gotowania i wszelkich posiłków jakie  udało nam się stworzyć podczas tej podróży uważam, że mam zdecydowanie za mało dokumentacji – a powinnam na ten temat stworzyć dosłownie osobny dział… 😉
Poniżej kilka zdjęć ŚNIADAŃ MISTRZÓW – jak szkoda, że nie mam ich więcej…

DSC_0003_3-001_(800_x_600)DSC_0027_1-001_(800_x_600)DSC_0008_3-001_(800_x_600)

← DZIEŃ 14          DZIEŃ 16 / PODSUMOWANIE →

4 Comments

  1. Ja znam historię gdzie motocyklista wjechał w tył motocyklistce.
    Nie ma się czym przejmować Monika.
    Raz się jest z przodu, a raz z tyłu i to cała filozofia…….. Hi hi

  2. ale Wam strasznie zazdroszczę takiej wyprawy, super przygoda!

  3. Mam nadzieje że coś podobnego jeszcze się pojawi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2019 MotoBlond

Theme by Anders NorenUp ↑